3 lutego, dzięki współpracy Ministerstwa Obrony, Ministerstwa Cyfrowej Transformacji Ukrainy oraz firmy SpaceX, uruchomiono system weryfikacji Starlink. Teraz na terenie Ukrainy aktywne pozostają tylko te terminale, które zostały wpisane na oficjalną „białą listę”. Dla Rosjan stało się to prawdziwą katastrofą: nie mogąc potwierdzić legalności swoich terminali, okupanci stracili dostęp do szybkiego internetu. Jednym z rezultatów jest już to, że zaczęły się u nich problemy z zarządzaniem jednostkami, a na wielu kierunkach wstrzymano działania szturmowe.
Główny Zarząd Wywiadu (GUR) już odnotowuje chaos w logistyce i zarządzaniu dronami wroga. Potwierdzają to w szczególności przechwycone rozmowy – Rosjanie są zmuszeni szukać alternatyw dla Starlinka, ale każda z nich tylko podkreśla ich opóźnienie technologiczne w stosunku do SpaceX.
Adaptis zbadał, czego okupanci próbują używać po zablokowaniu Starlinka i dlaczego w tej bitwie technologii Rosja już przegrała.
System łączności satelitarnej od „Gazpromu” oparty na satelitach „Jamał”
Wcześniej w swoim kanale Telegram, rzecznik ministra obrony Ukrainy Serhij „Flash” Bieskriestnow informował, że okupanci zaczęli dostarczać na front terminale internetu satelitarnego, które działają poprzez rosyjskie cywilne satelity serii „Jamał” i „Express”. W przeciwieństwie do terminali Starlink, te anteny mają owalny lub okrągły kształt o średnicy od 60 do 120 centymetrów, podobne do anteny satelitarnej telewizyjnej. Ze względu na większy rozmiar, trudniej je ukryć lub zamontować na bezzałogowym statku powietrznym. Jednak mimo ich niekompaktowości, już wcześniej odnotowano, że Rosjanie używali tych terminali na swoich dronach morskich, a także na pociągach pasażerskich.
Źródło: Defence Express
Jednak ten system już przegrywa ze Starlinkiem z jednego prostego powodu – inna technologia – GEO.
„Obecnie żaden system satelitarny nie zastąpi Rosjanom technologii Starlink. Satelity «Jamał» znajdują się na orbicie geostacjonarnej, co oznacza, że sygnał z nich dociera znacznie dłużej. Jest to krytyczne dla zadań związanych z kontrolą i szybką wymianą danych. Dlatego dla Rosjan jest to absolutnie nieudane rozwiązanie ” – wyjaśnia CEO Adaptis, Anton Sadykow.
Krótko mówiąc, satelity GEO i LEO różnią się tym, że pierwsze znajdują się w odległości około 36 000 km nad Ziemią, podczas gdy drugie – około 500 km. W szczególności, tworzy to ogromne opóźnienie sygnału, które sięga 600–1200 milisekund, co czyni praktycznie niemożliwym zdalne sterowanie dronami w czasie rzeczywistym. Jednak różnica nie polega tylko na odległości. Satelity GEO są umieszczone w stałym punkcie i poruszają się z taką samą prędkością, jak Ziemia. Natomiast satelity LEO tworzą całą konstelację, która jest w ciągłym ruchu. Działa ona w taki sposób, że sygnały są przesyłane nie tylko między stacją naziemną a satelitą, ale także z jednego satelity na drugi. Dzięki temu powstaje nie tylko wysokiej jakości i szybki sygnał, ale także niezawodność działania samej sieci. Ponieważ, jeśli jeden satelita ulegnie awarii – jego funkcje zostaną skompensowane przez inne.
Rozważając obie technologie satelitarne – pojawia się jeszcze jeden ważny czynnik, który wyjaśnia, dlaczego rosyjska alternatywa oparta na satelitach GEO w żaden sposób nie zastąpi Starlinka. Satelity geostacjonarne mają silny ślad radiowy. Oznacza to, że ich sygnały są bardzo widoczne dla środków rozpoznania radiotechnicznego i systemów walki elektronicznej Sił Obronnych Ukrainy.
Więcej szczegółów na temat różnicy między orbitami GEO i LEO wyjaśniliśmy w naszym materiale.
Konstelacja satelitów „Błagowiest”
Jest to konstelacja czterech satelitów, również umieszczonych na orbicie GEO. Została ona rozmieszczona w latach 2017-2019 specjalnie na potrzeby Ministerstwa Obrony Rosji. Chociaż szczegółowe parametry techniczne tego systemu pozostają, z oczywistych powodów, tajne – jego funkcjonalne przeznaczenie jest całkowicie zrozumiałe: tworzenie kanałów do szybkiego przesyłania dużych ilości danych i zapewnienie stabilnego dostępu do sieci dla strategicznych obiektów. Do tej konstelacji satelitów można podłączyć różne terminale lub stacje, jednak i tutaj główną wadą są duże rozmiary sprzętu i widoczność dla środków rozpoznania elektronicznego.
Tak więc, jedną z opcji podłączenia do „Błagowiest” jest stacja „Auriga-1,2V”. Jednak trudno nazwać ją mobilną, ponieważ waży sporo i wymaga dodatkowego sprzętu radiotechnicznego. Mimo to, wróg nadal aktywnie wykorzystuje te stacje. Według informacji Defence Express, takie stacje zaczęto dostarczać wojsku wroga, orientacyjnie, od 2014 roku. Na przykład jedną taką ukraińskim żołnierzom udało się zdobyć w 2022 roku w obwodzie kijowskim.
Źródło: Wikipedia
Satelity LEO od „Biura 1440”
Kolejną alternatywą dla wroga może być rozwiązanie rosyjskiej firmy lotniczej „Biuro 1440”. Planują oni stworzyć własną sieć szybkiego internetu satelitarnego na niskiej orbicie okołoziemskiej. Oficjalne plany wyglądają bardzo ambitnie: rozmieszczenie w 2027 roku konstelacji satelitów, która liczy 288 urządzeń. Jednak rzeczywistość znacznie odbiega od głośnych deklaracji, ponieważ projekt już na starcie napotkał pewne trudności.
Pierwszym sygnałem ostrzegawczym było opóźnienie w uruchomieniu pilotażowej partii 16 satelitów, która miała znaleźć się na niskiej orbicie już w 2025 roku. Obecnie start został przełożony na 2026 rok, co automatycznie poddaje w wątpliwość możliwość realizacji całego projektu na czas. Nawet jeśli uda im się to zrobić w tym roku, zwiększenie liczby urządzeń do wymaganych trzystu w tak krótkim czasie jest praktycznie nierealne.
Ponadto, otwarte pozostaje pytanie logistyki: brak dostępnych rakiet nośnych dla tych satelitów sprawia, że każde wystrzelenie jest bardzo kosztowne. Biorąc pod uwagę te czynniki, pełne uruchomienie systemu w 2027 roku wydaje się wysoce wątpliwe, przekształcając projekt w kolejną deklarację „analogów brak”.

Źródło: Secret Projects
Stratostatyczna platforma 5G
Całkiem niedawno w rosyjskich mediach pojawiła się informacja o uruchomieniu pierwszej bezzałogowej platformy stratosferycznej „Barraż-1”. Donoszono, że pozycjonowana jest jako bezzałogowy stratostat, zdolny do podnoszenia ładunków o masie do 100 kg na wysokość około 20 km. Głównym zadaniem „Barraż-1” jest podniesienie stacji komunikacyjnej 5G NTN. Teoretycznie rozmieszczenie retransmiterów na takiej wysokości pozwala pokryć szybkim internetem ogromne obszary, gdzie budowa naziemnych wież jest niemożliwa lub niecelowa. Ponadto jest to znacznie tańsze niż wykorzystywanie technologii satelitarnych. Ale to ma też swoje wady, których Rosjanie, jak się wydaje, nie biorą pod uwagę. Stratostat ma właściwość „manewrowania”, zmieniając wysokość lotu, aby poruszać się w pożądanym kierunku. Jednak takie aparaty nieuchronnie dryfują, to znaczy poruszają się dosłownie z wiatrem. Na naszych szerokościach geograficznych panuje tak zwany zachodni dryf – stały ruch mas powietrza z zachodu na wschód na dużych wysokościach. Dla okupantów oznacza to, że wiatr w większości przypadków będzie działał „na tyły”, spychając ich platformy komunikacyjne w głąb terytorium Rosji i pozostawiając linię frontu bez zasięgu.
Źródło: rosyjskie media
Wniosek
Niezależnie od tego, jakich alternatyw dla Starlinka Rosjanie by nie próbowali użyć, nie są w stanie w pełni zastąpić technologii Muska. Wszystkie te rozwiązania mają bowiem krytyczne ograniczenia: silne opóźnienie sygnału, nieporęczny sprzęt, podatność na walkę elektroniczną, trudności logistyczne, a nawet zależność od warunków pogodowych. Tak więc historia z „alternatywami” po raz kolejny potwierdza: głośne deklaracje o „analogu brak” nie działają bez rzeczywistej bazy technologicznej.
Kluczowe pytanie nie dotyczy tyle technologii, co gotowości nowych systemów do użycia. Starlink to już rozwinięta konstelacja LEO składająca się z tysięcy satelitów i lata poświęcone na rozwój w celu zbudowania spójnego systemu. Stworzenie czegoś podobnego poziomu to proces kosztowny i czasochłonny.